Jest coś niezwykłego w momencie, gdy po raz pierwszy udaje ci się złapać wiatr w żagiel i poczuć, jak deska sama rusza do przodu. Windsurfing potrafi wciągnąć na całe życie. Łączy w sobie żywioł wody, siłę wiatru i czystą radość jazdy, a do tego uczy pokory wobec natury jak mało który sport. W Polsce ma swoją wierną społeczność, własne święte miejsca na mapie i sezon, który dla wielu osób zaczyna się wraz z pierwszym ciepłym majowym weekendem, a kończy dopiero wtedy, gdy woda w Bałtyku staje się już naprawdę bezlitosna.
Ten tekst jest przewodnikiem po windsurfingu od podstaw. Wyjaśnię, czym właściwie jest ten sport, jakie ma korzenie, jakiego sprzętu potrzebujesz i jakie pojęcia warto znać, zanim pierwszy raz staniesz na desce. Potem przeniesiemy się nad polskie wybrzeże i przyjrzymy się temu, gdzie w kraju najlepiej się pływa. Szczególnie dużo miejsca poświęcę Jastarni, którą bez przesady można nazwać polską stolicą windsurfingu, oraz ośrodkowi Surfpoint, który od lat kształtuje kolejne pokolenia polskich surferów.
Windsurfing to sport wodny, w którym poruszasz się po wodzie na specjalnej desce wyposażonej w pędnik, czyli żagiel osadzony na ruchomym maszcie. W odróżnieniu od klasycznego żeglarstwa na jachcie, tutaj nie masz steru ani lin do sterowania żaglem. Kierunkiem i prędkością zarządzasz całym swoim ciałem, przechylając maszt, przenosząc ciężar i pracując nogami. Ten specyficzny mix żeglowania i surfingu sprawia, że windsurfing bywa porównywany bardziej do tańca z wiatrem niż do żeglowania w tradycyjnym sensie.
Często myli się windsurfing z kitesurfingiem. Choć w szerokim spektrum sportów wodnych dyscypliny te sa sobie bliskie, obie polegają na połączeniu surfingu z wiatrem, to w praktyce dość mocno się one różnią. . W kitesurfingu pędnikiem (napędem) jest latawiec połączony z jeźdźcem długimi linkami, a sam jeździec stoi na niewielkiej desce bez żagla. W windsurfingu żagiel jest zintegrowany z deską za pomocą przegubu, a całość tworzy jeden mechaniczny układ, który trzymasz w rękach. To inne doznania, inna technika i inny sprzęt, choć oba sporty korzystają z tej samej kombinacji wody i wiatru.
Historia windsurfingu sięga lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Amerykanin Newman Darby skonstruował pierwszą deskę z żaglem w 1964 roku, a Hoyle Schweitzer i Jim Drake opatentowali nowoczesny system w 1968. W Europie boom przyszedł w latach osiemdziesiątych, gdy sprzęt stał się lżejszy i bardziej dostępny. W Polsce windsurfing zagościł na dobre w latach dziewięćdziesiątych na Półwyspie Helskim. Tam, gdzie Bałtyk spotyka się z Zatoką Pucką. Dziś to nie niszowy sport, ale dynamicznie rozwijająca się dyscyplina z setkami szkół i dziesiątkami tysięcy entuzjastów.
Dlaczego właśnie teraz? Bo windsurfing stał się dostępniejszy niż kiedykolwiek. Sprzęt jest lżejszy, tańszy w wypożyczeniu, a metody nauczania skracają czas nauki do kilku godzin. Polska oferuje jedne z najlepszych warunków do startu w Europie. Szczególnie Jastarnia i szkoła SurfPoint. Tam zaczyna się prawdziwa przygoda.
Windsurfing ma własny żargon, w którym mieszają się dwa światy. Z jednej strony są to klasyczne pojęcia żeglarskie, które obowiązują wszędzie tam, gdzie ktoś stawia żagiel na wodzie, od jachtu oceanicznego po deskę z pędnikiem. Z drugiej strony istnieje specyficzne słownictwo windsurfingowe, często zapożyczone z angielskiego, opisujące rzeczy, których w tradycyjnym żeglarstwie po prostu nie ma. Warto znać jedne i drugie, bo inaczej instruktor na pierwszej lekcji będzie dla ciebie mówił po chińsku.
Halsowanie to technika poruszania się pod wiatr zygzakiem, ponieważ bezpośrednio w wiatr popłynąć się nie da. Żaden żagiel świata nie pozwala płynąć prosto w oko wiatru, więc surfer wykonuje serię skosów raz na jedną stronę, raz na drugą, stopniowo zbliżając się do celu położonego nawietrznie. Każdy z tych skosów nazywa się halsem, a samo powiedzenie „płynę lewym halsem” oznacza, że wiatr wieje ci w lewą burtę.
Bajdewind to kurs ostry, czyli płynięcie pod skosem względem wiatru, mniej więcej pod kątem czterdziestu pięciu stopni do jego kierunku. Jest to najtrudniejszy kurs i wymaga mocnego dociągnięcia żagla.
Półwiatr oznacza sytuację, w której wiatr wieje prostopadle do kierunku jazdy, uderzając dokładnie w twoją burtę. Jest to kurs stabilny i przyjemny, często wybierany podczas nauki.
Baksztag to kurs z wiatrem padającym ukośnie od tyłu. Jest jednym z najszybszych i najprzyjemniejszych kursów, bo deska ślizga się wtedy po wodzie z dużą prędkością, a żagiel pracuje bardzo efektywnie.
Fordewind oznacza płynięcie z wiatrem idealnie od rufy, czyli w tę samą stronę, w którą wieje. Wbrew pozorom nie jest to kurs najszybszy i bywa technicznie kłopotliwy, bo żagiel trzeba ustawić prostopadle do osi deski, co zmniejsza jego stabilność.
Zwrot przez sztag i zwrot przez rufę to dwa sposoby zmiany kursu. Pierwszy polega na przeprowadzeniu dzioba deski przez linię wiatru od strony dziobu i jest łatwiejszy dla początkujących. Drugi wykonuje się przez rufę, z wiatrem, i w wersji ślizgowej, zwanej gybe, jest jednym z najbardziej widowiskowych i najtrudniejszych manewrów w całym windsurfingu.
Nawietrzna to strona, z której wieje wiatr, zawietrzna to strona przeciwna. Te dwa słowa padają w rozmowach na plaży co kilka zdań, bo opisują absolutnie wszystko, od ustawienia deski po to, gdzie akurat leży czyjś żagiel.
Ślizg, po angielsku planing, to święty Graal początkującego windsurfera. Gdy wiatr jest odpowiednio silny, deska przestaje spychać wodę przed sobą i zaczyna sunąć po jej powierzchni. Prędkość rośnie skokowo, opór spada praktycznie do zera, a odczucia z jazdy zmieniają się diametralnie. Dla wielu osób pierwszy długi ślizg jest momentem, w którym zakochują się w tym sporcie na dobre.
Pumpowanie to technika przyspieszania deski poprzez rytmiczne pociąganie żaglem do siebie i z powrotem. Stosuje się ją zarówno przy słabym wietrze, żeby w ogóle ruszyć z miejsca, jak i w momencie wchodzenia w ślizg, gdy brakuje kilku dodatkowych węzłów prędkości.
Waterstart to sposób rozpoczynania jazdy bezpośrednio z wody, w którym wiatr sam podnosi leżący żagiel, a ten z kolei wyciąga cię z toni na deskę. Nie wyciągasz wtedy sprzętu za linkę startową, tylko pozwalasz, żeby wiatr zrobił to za ciebie. Opanowanie waterstartu jest kamieniem milowym w rozwoju każdego windsurfera, bo od tego momentu przestajesz się męczyć po każdym upadku.
Trapez, po angielsku harness, to element ekwipunku wyglądający jak szeroki pas z metalowym hakiem z przodu. Zahaczasz się nim o specjalne linki biegnące wzdłuż boma i dzięki temu przenosisz siłę ciągu żagla z rąk na tułów. Bez trapezu dłuższa jazda przy mocnym wietrze byłaby fizycznie niemożliwa, bo po kilku minutach ręce po prostu odmówiłyby posłuszeństwa.
Footstrapy to paski na nogi zamontowane na powierzchni deski, w które wsuwasz stopy przy mocniejszym wietrze. Pozwalają zapanować nad deską przy dużych prędkościach, utrzymać ją na wodzie podczas fali i wykonywać skoki, bo przy wybiciu się w powietrze deska nie odlatuje od nóg.
Flauta to po prostu całkowite bezwietrze, koszmar każdego surfera, który właśnie dojechał na plażę z nadziejami na dobry dzień. Chop oznacza krótką, nieregularną falę, tworzoną przez sam wiatr, która potrafi solidnie utrudnić jazdę, bo deska podskakuje na niej jak po wybojach. Overpowered to sytuacja, w której masz za duży żagiel na aktualny wiatr i ledwo nad nim panujesz, a underpowered oznacza sytuację odwrotną, czyli za mało mocy, żeby wejść w ślizg. Właściwy dobór rozmiaru żagla do wiatru jest sztuką, której uczysz się latami i która w dużej mierze decyduje o tym, czy dany dzień na wodzie zapamiętasz jako udany.
Windsurfing bywa uważany za sport drogi i jest w tym sporo prawdy, choć na szczęście jako początkujący nie musisz od razu kupować własnego zestawu. Warto jednak rozumieć, z czego składa się sprzęt, bo to pomoże ci podejmować świadome decyzje przy wypożyczaniu lub późniejszym zakupie.
Deska jest podstawą zestawu i istnieje w wielu odmianach dopasowanych do różnych stylów jazdy oraz poziomu zaawansowania. Najważniejszym parametrem deski jest jej objętość, mierzona w litrach. Im większa objętość, tym większa wyporność i tym łatwiej deska utrzymuje ciężar zawodnika na wodzie przy małym wietrze. Początkujący powinni wybierać deski o objętości co najmniej sto osiemdziesiąt lub dwieście litrów, najlepiej z mieczem, czyli wysuwaną płetwą pod spodem, która stabilizuje tor jazdy przy niskich prędkościach.
Wśród desek wyróżniamy kilka głównych kategorii. Longboardy są długie, szerokie i bardzo stabilne, idealne do nauki i do pływania przy słabym wietrze. Freeride to deski uniwersalne, przeznaczone do przyjemnej, rekreacyjnej jazdy przy średnich i mocniejszych wiatrach. Slalomówki są wąskie, szybkie i bezkompromisowe, stworzone do osiągania maksymalnych prędkości. Waveboardy to krótkie, zwrotne deski do pływania na falach morskich, pozwalające na skoki i cięcie fal. Freestyle’owe modele służą do wykonywania trików i są kompromisem między zwrotnością a stabilnością.
Pędnik to zbiorcza nazwa zestawu składającego się z żagla, masztu, boma i przegubu. Żagiel mierzy się w metrach kwadratowych powierzchni i to właśnie jego rozmiar dobierasz do aktualnej siły wiatru oraz swojej wagi. Dla osoby dorosłej o wadze około siedemdziesięciu kilogramów przy średnim wietrze o sile czterech lub pięciu stopni Beauforta odpowiedni będzie żagiel o powierzchni pięciu albo sześciu metrów kwadratowych. Przy słabszym wietrze potrzebujesz większego żagla, przy silniejszym mniejszego. Zaawansowani surferzy mają w zestawie po trzy, cztery, a czasem nawet sześć żagli różnych rozmiarów, żeby być przygotowanym na każde warunki.
Maszt to długa, elastyczna tyka wykonana zwykle z włókna szklanego lub węglowego. Ma określoną sztywność i krzywiznę, które muszą pasować do konkretnego żagla. Bom to pozioma rama w kształcie wydłużonej pętli, za którą trzymasz się podczas jazdy. Przegub łączy maszt z deską i pozwala mu obracać się we wszystkich kierunkach, co jest sercem całej idei windsurfingu.
W polskich warunkach, gdzie temperatura wody nawet w szczycie lata rzadko przekracza dwadzieścia stopni, pianka neoprenowa jest absolutnie niezbędna. Na wiosnę i jesień wybiera się modele o grubości pięciu lub nawet sześciu milimetrów, z długimi rękawami i nogawkami. Latem wystarczy często tak zwana shorty albo pianka o grubości trzech milimetrów. Do tego dochodzą buty neoprenowe, które chronią stopy przed zimnem i ostrymi muszlami na dnie.
Trapez występuje w dwóch głównych wersjach. Trapez biodrowy jest wygodniejszy i częściej używany przez rekreacyjnych surferów. Trapez siedzeniowy, przypominający uprząż wspinaczkową, daje lepszy transfer siły i preferują go zawodnicy. Do tego dochodzi kask, coraz powszechniej używany zwłaszcza w falach, oraz kamizelka asekuracyjna, obowiązkowa podczas szkoleń.
Osobną rewolucją ostatnich lat jest foil, czyli hydrofoil montowany pod deską. To skrzydło hydrodynamiczne na pionowym maszcie, które przy odpowiedniej prędkości unosi całą deskę nad wodę. Surfer pływa wtedy kilkadziesiąt centymetrów nad powierzchnią, co daje niesamowite wrażenie lewitacji i pozwala osiągać ślizg nawet przy bardzo słabych wiatrach. Foiling wymaga sporych umiejętności i drogiego sprzętu, ale zdobywa coraz więcej fanów również w Polsce.
Wspominałem na początku o rożnicy pomiędzy windsurfingiem a kite surfingiem. W przypadku foila, rzecz się jeszcze bardziej komplikuje.
Hydrofoil to specjalne skrzydło podczepiane pod deską. Deski do hydrofoilngu są mniejsze, a napęd uzyskuje się poprzez „pompowanie”, czyli robienie przysiadów, połączone z technikami surferskimi.
Wingsurfing (przez „g”) bazuje na małej desce hydrofoilingowej, ale dodatkowo korzysta się z napędu w postaci skrzydła (wing), czyli de fakto latawca trzymanego w dłoniach.
Natomiast windfoiling to klasyczna deska do windsurfingu, z doczepionym pod deską skrzydłem foilingowym.
Windsurfing nie jest jednolitym sportem, ale raczej rodziną kilku dyscyplin o bardzo różnym charakterze. Freeride to forma najbardziej rekreacyjna, polegająca po prostu na czerpaniu przyjemności z jazdy po płaskiej wodzie, bez specjalnych wyzwań. Slalom jest odmianą wyścigową, w której liczy się wyłącznie prędkość i umiejętność szybkiego pokonywania tras wyznaczonych bojami. Rekordy prędkości ustanawiane przez zawodowych slalomowców sięgają obecnie ponad pięćdziesięciu węzłów, czyli około dziewięćdziesięciu kilometrów na godzinę.
Wave, czyli jazda na falach morskich, to dyscyplina czerpiąca pełnymi garściami z tradycji surfingu. Zawodnicy wypływają w fale, wycinają na nich zakręty, skaczą z ich grzbietów i wykonują akrobacje w powietrzu. Mekką światowego wave’u jest hawajska wyspa Maui, a z bliższych nam miejsc portugalska wyspa Madera oraz greckie Karpathos. Freestyle z kolei to dyscyplina akrobatyczna uprawiana głównie na płaskiej wodzie, w której zawodnicy wykonują skomplikowane triki z obrotami żagla i deski. Wreszcie foil racing to najnowsza i najszybciej rozwijająca się dyscyplina, która trafiła również do programu olimpijskiego.
Polska nie kojarzy się z tropikalnymi warunkami, a jednak windsurfing rozwija się u nas od dekad i ma zaskakująco silną bazę. Sezon trwa mniej więcej od początku maja do końca września, choć najbardziej zagorzali pływają praktycznie przez cały rok, jeśli tylko Bałtyk nie jest skuty lodem. Szczyt sezonu przypada na lipiec i sierpień, kiedy plaże zapełniają się surferami z całego kraju, a ośrodki pracują pełną parą.
Głównym akwenem jest oczywiście Bałtyk, a w szczególności Zatoka Pucka, która dzięki swojemu położeniu i ukształtowaniu daje idealne warunki do nauki. Po stronie Mierzei Helskiej woda jest płytka, spokojna i ciepła, a Półwysep Helski pełni rolę naturalnego falochronu chroniącego przed otwartym morzem. To tutaj od lat koncentruje się polskie życie windsurfingowe.
Drugim ważnym regionem są Mazury oraz inne duże jeziora w Polsce północnej, gdzie pływa się w warunkach słodkowodnych. Wiatr bywa tam kapryśny i silnie zależny od pogody, ale woda jest cieplejsza niż w Bałtyku, co wydłuża sezon i ułatwia naukę. Popularne miejsca to jezioro Niegocin, Śniardwy, Dargin oraz wiele innych. Trzecim regionem jest Zalew Szczeciński na zachodnim krańcu kraju, który oferuje warunki zbliżone do morskich, ale bez słonej wody i otwartego horyzontu.
Charakterystyczne dla polskiego wybrzeża są wiatry termiczne, powstające w upalne dni z powodu różnicy temperatur między nagrzanym lądem a chłodniejszą wodą. Zaczynają wiać mniej więcej w południe i utrzymują się do późnego popołudnia, co sprawia, że poranki spędza się zwykle na plaży, a popołudnia na wodzie.
Jeśli istnieje jedno miejsce, które każdy polski windsurfer zna i do którego prędzej czy później trafia, to jest nim Jastarnia. To niewielkie miasteczko leży mniej więcej w połowie długości Półwyspu Helskiego, czyli wąskiej piaszczystej mierzei oddzielającej Zatokę Pucką od otwartego Bałtyku. Taka lokalizacja to geograficzny cud skrojony pod windsurfing. Po stronie otwartego morza masz długą plażę z falami i warunkami dla zaawansowanych zawodników. Po stronie zatoki masz z kolei ogromną, płytką taflę wody, w której dorosła osoba stoi po pas nawet kilkadziesiąt metrów od brzegu.
Ta płytka strefa, nazywana standing area, jest kluczowa dla początkujących. Gdy upadniesz z deski, po prostu stajesz na dnie i spokojnie ponownie wyciągasz żagiel, bez paniki i bez konieczności umiejętnego waterstartu. Właśnie dlatego w Jastarni uczyły się windsurfingu całe pokolenia polskich surferów, od młodzieży z obozów wakacyjnych po dorosłych, którzy postanowili spełnić marzenie o pływaniu z żaglem.
Wiatry w Jastarni są zaskakująco dobre jak na polskie warunki. Dominują kierunki zachodnie i północno-zachodnie, a termika latem potrafi dorzucić kilka dodatkowych węzłów w godzinach popołudniowych. Statystyki pokazują, że w sezonie od maja do września jest tu średnio kilkanaście dni w miesiącu z wiatrem nadającym się do sensownego pływania. W skali polskich warunków to wynik naprawdę dobry.
Samo miasteczko latem zamienia się w pulsującą stolicę życia towarzyskiego polskiej sceny windsurfingowej. Plaża od strony zatoki to las kolorowych żagli, przy których kręci się tłum ludzi w piankach. Na brzegu działają wypożyczalnie, szkoły, foodtrucki i bary plażowe. Wieczorami centrum przenosi się do lokalnych knajp, w których przy piwie analizuje się, kto co dzisiaj zrobił, jaki miał żagiel i czy jutro rano będzie już wiało. Ta atmosfera osady dla wtajemniczonych jest być może najważniejszym, choć niematerialnym elementem fenomenu Jastarni. To tu zaprzyjaźniasz się na plaży z ludźmi z całej Polski i tworzy się wspólnota, która trzyma się przez lata.
Dojazd do Jastarni jest stosunkowo prosty. Z Trójmiasta jedzie się samochodem około godziny, można też dotrzeć pociągiem, bo przez Półwysep Helski biegnie linia kolejowa i Jastarnia ma własną stację. Latem kursują też katamarany z Gdyni, Sopotu i Gdańska, co bywa najprzyjemniejszą opcją dla tych, którzy nie chcą stać w letnich korkach na drodze wojewódzkiej prowadzącej na Hel.
Zatoka Pucka wraz z Półwyspem Helskim, a w szczególności Jastarnia, należy do absolutnej czołówki europejskich miejsc do nauki windsurfingu. Decyduje o tym geografia, której nie da się podrobić. Ogromne, ekstremalnie płytkie mielizny po stronie zatoki rozciągają się na kilka kilometrów kwadratowych i w wielu miejscach woda sięga dorosłej osobie zaledwie po pas. Dla początkującego to warunek bezcenny, bo z każdego upadku wstajesz po prostu na własnych nogach.
Przy słabszych wiatrach tafla wody staje się tu praktycznie gładka, co daje warunki zbliżone do legendarnych europejskich lagun, takich jak Sotavento na Fuerteventurze, Vassiliki na greckiej Lefkadzie czy laguna w egipskim Dahab. Polska ma oczywiście swoje ograniczenia. Woda Bałtyku jest chłodniejsza i nawet w szczycie lata wymaga pianki, sezon trwa realnie pięć miesięcy, a wiatr bywa mniej regularny niż kanaryjskie pasaty. Przy czym płytkie wody zatoki Puckiej nagrzewają się szybciej niż otwarte morze.
W innych kategoriach Jastarnia wygrywa za to bezapelacyjnie. W europejskich rankingach spotów dla początkujących plasuje się tuż za światową czołówką, którą tworzą Kanary, wyspy greckie i włoska Garda, ale jest zdecydowanie najłatwiej dostępną opcją w całej północnej i środkowej Europie. Nie musisz kupować biletu lotniczego ani wynajmować samochodu na drugim końcu kontynentu. Dojeżdżasz z dowolnego miejsca w Polsce w kilka godzin i wieczorem pijesz już kawę z widokiem na zatokę.
Do tego dochodzi infrastruktura na naprawdę wysokim poziomie. Profesjonalne szkoły takie jak Surfpoint oferują nowoczesny sprzęt i metodyki sprawdzone na setkach kursantów rocznie, dzięki czemu osoba, która nigdy wcześniej nie stała na desce, po kilku godzinach zajęć samodzielnie wypływa w zatokę i wraca do brzegu o własnych siłach. Dla windsurferów z naszego kontynentu Hel jest po prostu jedną z najlepszych szkół życia na wodzie, łączącą świetne warunki treningowe, polską gościnność i koszty realnie niższe niż na Kanarach czy w Grecji.
Kanary (Hiszpania)
Grecja
Włochy
Egipt
Francja
Holandia
Polska
Poza Europą
W samej Jastarni działa kilka ośrodków windsurfingowych, a jednym z najbardziej rozpoznawalnych jest Surfpoint. To miejsce, które od lat kształtuje obraz polskiej sceny windsurfingowej i dla wielu osób to właśnie tutaj odbyła się ich pierwsza lekcja. Surfpoint działa na plaży od strony Zatoki Puckiej, czyli dokładnie w tej strefie, która daje najlepsze warunki do nauki i rekreacyjnego pływania.
Oferta ośrodka jest kompleksowa i obejmuje praktycznie wszystko, czego potrzebuje ktoś, kto chce wejść w windsurfing lub rozwijać już posiadane umiejętności. Działa tu szkoła windsurfingu Surfpoint, prowadząca zajęcia dla dzieci, młodzieży i dorosłych na każdym poziomie zaawansowania. Początkujący zaczynają od podstawowego kursu, podczas którego w kilka godzin poznają pierwsze kroki, czyli wyciąganie żagla z wody, zasady sterowania i podstawowe zwroty. Bardziej zaawansowani mogą korzystać z kursów specjalistycznych, obejmujących jazdę w trapezie, ślizg, footstrapy i waterstart.
Oprócz szkoły Surfpoint prowadzi rozbudowaną wypożyczalnię sprzętu, w której znajdziesz deski i żagle we wszystkich rozmiarach, dopasowane do pogody i poziomu jeźdźca. To istotne, bo nawet doświadczeni surferzy często przyjeżdżają do Jastarni bez własnego sprzętu, żeby nie męczyć się z transportem długich desek i masztów. Kadra ośrodka to instruktorzy z licencjami oraz pasjonaci, którzy sami od lat pływają i znają lokalne warunki jak własną kieszeń. Dzięki temu potrafią doradzić nie tylko w kwestiach technicznych, ale też podpowiedzieć, na którą stronę półwyspu pojechać danego dnia i jaki żagiel wybrać pod aktualny wiatr.
Atmosfera w Surfpoint bywa często opisywana jako mieszanka profesjonalizmu i luzu. Z jednej strony wszystko działa sprawnie, sprzęt jest zadbany, zajęcia prowadzone zgodnie z planem. Z drugiej strony jest to miejsce wakacyjne, w którym czuje się swobodę plaży, a relacje między instruktorami a kursantami szybko stają się koleżeńskie. Właśnie ta kombinacja sprawia, że wiele osób wraca tu rok po roku, traktując pobyt w Jastarni jako stały punkt wakacyjnego kalendarza.
Windsurfing wymaga cierpliwości, bo pierwsze lekcje bywają frustrujące. Żagiel ciągle wpada do wody, ręce szybko się męczą, a wiatr zdaje się zawsze wiać nie stamtąd, z której potrzeba. Kiedy jednak złapiesz pierwszy stabilny przelot w poprzek zatoki i poczujesz, jak deska płynie pod tobą gładko i cicho, zrozumiesz, dlaczego ten sport potrafi stać się dla ludzi miłością na całe życie. Polska ma do zaoferowania więcej, niż mogłoby się wydawać, a Jastarnia i działające tam ośrodki takie jak Surfpoint są doskonałym miejscem, żeby tę przygodę zacząć. Pianka, kilka godzin lekcji i odrobina wiatru w plecy wystarczą, żebyś odkrył, czy windsurfing to jest sport dla ciebie.