Wingfoil, znany również jako wing surfing lub winging, to najszybciej rozwijająca się dyscyplina sportów wodnych ostatniej dekady. Stanowi ona hybrydę czerpiącą z windsurfingu, kitesurfingu oraz foilingu, tworząc jednak zupełnie nową jakość. To nie jest po prostu kolejny sposób na pływanie po wodzie; to fundamentalna zmiana w podejściu do wykorzystania wiatru i hydrodynamiki.
Fenomen wingfoila nie polega na walce z żywiołem, lecz na maksymalizacji efektywności. Dzięki zastosowaniu hydroskrzydła (foila), opór hydrodynamiczny zostaje zredukowany do minimum, co pozwala na osiąganie dużych prędkości i płynięcie pod wiatr pod kątami, które dla tradycyjnych desek wypornościowych są nieosiągalne. Poniższy artykuł stanowi dogłębną analizę tego sportu – od jego genezy, przez techniczne aspekty sprzętu, aż po fizykę „lewitacji”.
Choć wingfoil wydaje się nowością, jego korzenie sięgają lat 80. XX wieku. Jim Drake, współtwórca windsurfingu, eksperymentował z ręcznymi skrzydłami już dekady temu. Wtedy jednak brakowało kluczowego elementu układanki: wydajnego hydrofoila. Pływanie na skrzydle z tradycyjną deską generowało zbyt duże tarcie, co czyniło ten sport nieefektywnym i fizycznie wyczerpującym.
Przełom nastąpił około 2018-2019 roku. Rozwój technologii foili (zapoczątkowany przez kiteracing i America’s Cup) zbiegł się z wprowadzeniem lekkich, pompowanych skrzydeł. Hawajczyk Kai Lenny i legendarny projektant Tony Logosz pokazali światu, że połączenie tych dwóch elementów pozwala na swobodne pływanie nawet przy słabym wietrze. To, co zaczęło się jako niszowy eksperyment na Maui, w ciągu dwóch lat stało się dominującym widokiem na akwenach całego świata.
Zestaw do wingfoila charakteryzuje się modułowością i relatywnym minimalizmem. Składa się z trzech niezależnych, ale współpracujących ze sobą elementów:
Wing to ręczny żagiel o konstrukcji zbliżonej do latawca kitesurfingowego, ale pozbawiony linek. Każdy, kto kiedykolwiek rozkładał namiot lub niósł na plaży dmuchany materac, z pewnością poczuł siłę, z jaką wiatr napiera na takie powierzchnie. Wingfoil bazuje na dokładnie tym samym zjawisku. U podstaw tej dyscypliny leży proste, ale genialne pytanie: a gdyby tak nadać tej lekkiej, pompowanej konstrukcji aerodynamiczny kształt i wykorzystać ją jako żagiel?
Deski do winga są specyficzne: krótkie, szerokie i grube. Ich rola kończy się w momencie wejścia w lewitację – wtedy stają się jedynie przeciwwagą.
To element montowany do spodu deski, odpowiadający za siłę nośną. Działanie jest proste, choć na pierwszy rzut oka mało intuicyjne. Te same mechanizmy które odpowiadają za to że samolot unosi się w powietrzu, można stosować również pod wodą. Choć na ogół nie jest to zbyt użyteczne, bo woda jest dużo gęstsza od powietrza, tak więc żeby „oderwać się od ziemi”, czyli nie opadać na dno, wystarczy mieć zbiorniki balastowe. Dodajmy do tego duże opory wody oraz większe ciśnienie, które sprawiają że kształt typu „cygaro”, jest dużo wygodniejszy. To dlatego większość ryb jest wydłużona, a łodzie podwodne przypominają sterowce, a zwykłe łodzie mają kształt połówki cygara. Jedynie płaszczki i manty wyglądają jak duże skrzydła.
Efekty hydrofilnogwe są wykorzystywane w naturze, łodzie podwodne korzystają z śrub nie tylko do poruszania się, ale również do utrzymania odpowiedniego poziomu zanurzenia. Podobnie jest z płaszczkami, czy rekinami, które nie mają pęcherza pławnego, muszą więc one „latać” w wodzie. Większa gęstość wody sprawia że „skrzydła” czy „śmigła” mogą być dużo mniejsze.
Czemu więc w przypadku hydrofoilngu, korzysta się z „małego samolotu” pod deską? Dzięki temu główna część pojazdu, czyli deska, w ogóle nie ma kontaktu z wodą, tak więc tarcie i opór są dużo mniejsze.
Z Hydrofoilngu można korzystać bez winga (bez „żaglolatawca). Stosuje się do tego technikę pump foilingu – dzięki rytmicznemu „pompowaniu” nogami, robiąć regularne przysiady, można się utrzymywać na powierzchni. Istnieją też specjalne, mniejsze deski, projektowane właśnie pod taką zabawę.
Jeśli stoisz na plaży i patrzysz na ludzi śmigających po wodzie, możesz odnieść wrażenie, że to wszystko „to samo”. Jednak diabeł tkwi w szczegółach, a konkretnie w tym, co trzymasz w rękach i jak to coś jest połączone z Twoją deską. Aby to zrozumieć, musisz poznać słowo pędnik. W świecie sportów wodnych pędnik to po prostu Twój „silnik” – zestaw części, który łapie wiatr i zamienia go w ruch.
Windsurfing to najbardziej klasyczna z tych dyscyplin. Najprościej można go opisać jako deskę surfingową z przymocowanym do niej masztem.
Kitesurfing wywraca tę logikę do góry nogami. Tutaj Twój „silnik” nie dotyka deski – znajduje się 25 metrów nad Tobą.
Wingfoil to najmłodszy brat w rodzinie. Łączy prostotę z nowoczesną technologią „lotu”.
| Cecha | Windsurfing | Kitesurfing | Wingfoiling |
| Pędnik (Silnik) | Żagiel na maszcie | Latawiec na linkach | Skrzydło w dłoniach |
| Trzymanie | Rękami za bom | Pasem na biodrach | Rękami za uchwyty |
| Miejsce na plaży | Średnio (potrzebne jest miejsce na żagiel) | Dużo (potrzeba 25m na linki) | Mało (pompujesz i idziesz) |
| Odczucie | Ciężkie, stabilne, mocne | Dynamiczne, skoczne | Lekkie, ciche, „lotne” |
Głównym powodem, dla którego wingfoiling tak szybko wygrywa, jest właśnie to „odpięcie” silnika od deski. Daje to niesamowite poczucie swobody – możesz machać skrzydłem jak chcesz, a gdy złapiesz falę, możesz je niemal całkowicie zignorować i po prostu surfować na samym podwodnym skrzydle.
Zrozumienie fizyki tego sportu jest kluczem do szybkiego progresu. Wingfoil opiera się na dwóch wektorach sił, które muszą zostać zrównoważone.
Wiatr pozorny (Apparent Wind) To pojęcie kluczowe. W wingfoilu rzadko pływa się z prędkością wiatru rzeczywistego. Dzięki minimalnym oporom foila, pływający bardzo szybko zaczyna generować własny wiatr (poprzez ruch do przodu). Wiatr pozorny to suma wektorowa wiatru rzeczywistego i pędu. Pozwala to na płynięcie znacznie szybciej niż wieje wiatr, a także na generowanie mocy w skrzydle nawet wtedy, gdy wiatr rzeczywisty jest słaby.
Równowaga sił
Sterowanie wysokością lotu nie odbywa się, jak można błędnie zakładać, poprzez ciągnięcie skrzydła do góry. Odbywa się ono poprzez balans ciałem w osi przód-tył. Przeniesienie ciężaru na tylną nogę zwiększa kąt natarcia przedniego skrzydła foila = wznoszenie. Dociśnięcie przedniej nogi = opadanie.
Błyskawiczna popularyzacja wingfoila nie jest dziełem przypadku, lecz wynikiem skutecznego rozwiązania problemów, które od lat dręczyły miłośników innych sportów wiatrowych. Jednym z kluczowych atutów jest rewolucyjna logistyka i mobilność sprzętu. Cały zestaw, obejmujący pompowaną deskę, składany foil oraz skrzydło, bez trudu mieści się w jednym plecaku, znanym w środowisku jako golfbag. Dzięki temu użytkownicy nie muszą inwestować w samochody typu kombi czy nieporęczne bagażniki dachowe, co czyni ten sport niezwykle przyjaznym dla podróżników i posiadaczy miejskich aut.
Kolejną barierą, którą wingfoiling skutecznie przełamuje, jest ograniczona dostępność akwenów. W przeciwieństwie do kitesurfingu, który wymaga rozległych stref startowych na plaży ze względu na długie linki, wing pozwala na wejście do wody niemal wszędzie – od wąskich pomostów i kamienistych brzegów, aż po bezpośredni start z łodzi. Co więcej, dzięki niesamowitej sprawności foila, dyscyplina ta doskonale sprawdza się na akwenach śródlądowych ze szkwałowym wiatrem, gdzie klasyczny windsurfing często bywa uciążliwy i mało efektywny.
Kwestie bezpieczeństwa również przemawiają na korzyść nowej dyscypliny. Rezygnacja z dwudziestopięciometrowych linek oraz stałego połączenia pędnika z deską drastycznie redukuje ryzyko w sytuacjach awaryjnych. Sportowiec ma możliwość natychmiastowego „zdepowerowania” skrzydła poprzez puszczenie go na luźnej smyczy (leashu), co w ułamku sekundy niweluje siłę ciągu. Ta prostota obsługi sprawia, że wingfoil jest postrzegany jako sport znacznie bardziej przewidywalny i bezpieczny zarówno dla użytkownika, jak i osób postronnych.
Niewątpliwie największym atutem i symbolem wszechstronności tej dyscypliny jest styl Freewave. Pływający może wykorzystać skrzydło jedynie jako napęd pozwalający dotrzeć do fali, by po chwili złapać je za przedni uchwyt neutralny (neutral handle) i ustawić w pozycji „chorągiewki”. W tym momencie wing całkowicie przestaje generować ciąg, a sportowiec surfuje na fali napędzany wyłącznie energią wody przekazywaną przez hydroskrzydło. To unikalne doświadczenie „nieskończonego surfingu” stanowi esencję wingfoilingu i definiuje jego wyjątkowy charakter na tle tradycyjnych sportów wodnych.
Nauka wingfoila przebiega nieliniowo. Początek bywa frustrujący, po czym następuje gwałtowny skok umiejętności.
Etap 1: Kontrola skrzydła (Plaża) Kluczowe jest zrozumienie, jak wing reaguje na wiatr bez wchodzenia do wody. Nauka obracania skrzydła (przeżaglowania) oraz utrzymywania go w strefie neutralnej nad głową to podstawa.
Etap 2: Wyporność i sterowanie Pierwsze godziny na wodzie to zazwyczaj walka o utrzymanie równowagi na desce. Foil pod wodą działa jak duża płetwa, co sprawia, że deska jest chybotliwa na boki. Celem jest płynięcie w trybie wypornościowym (bez lewitacji), nauka ostrzenia (płynięcia pod wiatr) i odpadania.
Etap 3: Pompowanie i Start To najtrudniejszy moment fizyczny. Aby wejść w lewitację, często nie wystarczy samo trzymanie skrzydła. Należy zsynchronizować dwa ruchy:
Etap 4: Kontrolowany lot Utrzymanie stabilnej wysokości wymaga precyzyjnych mikro-korekt balansu. Najczęstszym błędem jest „kaczy lot” (gwałtowne skoki góra-dół) kończący się breach’em – wynurzeniem skrzydła foila z wody, co powoduje zassanie powietrza, utratę siły nośnej i gwałtowny upadek.
Etap 5: Zwroty w lewitacji Płynne wykonanie zwrotu przez rufę (jibe) lub sztag (tack) bez dotykania deską wody to oznaka zaawansowania. Wymaga to zamiany rąk na skrzydle i zmiany ustawienia stóp w momencie, gdy foil wciąż szybuje dzięki inercji.
Wraz z rozwojem dyscypliny, wingfoil zaczął dzielić się na podkategorie, co determinuje dobór sprzętu.
W miarę jak wgryzamy się w świat wingfoila, szybko zauważamy, że dyscyplina ta przestała być monolitem. Podobnie jak kolarstwo dzieli się na szosowe, górskie i torowe, tak wingfoiling wykształcił własne, wyspecjalizowane style, które wymuszają konkretne zmiany w konstrukcji desek i skrzydeł.
W klasycznym Freeridzie, od którego większość zaczyna, priorytetem jest po prostu komfort i łatwość obsługi. Pływamy tu na deskach o średniej wielkości, które są wystarczająco stabilne, by wybaczać błędy, ale jednocześnie dość zwinne, by cieszyć się lotem. Z kolei zawodnicy startujący w kategorii Race (wyścigi) przypominają raczej pilotów myśliwców. Ich sprzęt jest ekstremalnie sztywny, a foile – małe i ostre jak brzytwy – pozwalają na rozwijanie prędkości, przy których każda drobna nierówność wody staje się wyzwaniem. Długie maszty pozwalają im na potężne wychylenie ciała poza obrys deski, co służy jako kontra dla ogromnej mocy generowanej przez napięte skrzydło.
Zupełnie inną drogą idą fani Freestyle’u. Tutaj deska staje się niemal mikroskopijna, często mając mniej niż 40-50 litrów wyporności. Tak mały sprzęt pozwala na wykonywanie salt i obrotów w powietrzu bez zbędnej bezwładności. Najbardziej widowiskowy pozostaje jednak styl Wave, gdzie wingfoil spotyka się z czystym surfingiem. Wing służy tu jedynie jako holownik, który pozwala „wkręcić się” na falę. Gdy już na niej jesteśmy, skrzydło trzymamy za przedni uchwyt jak flagę, pozwalając mu łopotać na wietrze, podczas gdy my skupiamy się wyłącznie na wycinaniu łuków na zboczu fali, korzystając z foili zoptymalizowanych pod kątem niesamowitej zwrotności.
Jednak hydrofoil to narzędzie tak uniwersalne, że można go używać nawet wtedy, gdy nie wieje ani gram wiatru, co otwiera zupełnie nowe rozdziały tej opowieści. Najbardziej surową formą jest Pump Foiling, znany również jako start z pomostu (dock start). To sport dla osób o żelaznej kondycji, ponieważ jedynym silnikiem są tu mięśnie nóg. Deska do pumpingu jest właściwie tylko sztywnym kawałkiem kompozytu, przypominającym większą deskorolkę. Jest tak lekka i mała, jak to tylko możliwe, ponieważ każdy gram zbędnej masy utrudniałby utrzymanie lewitacji poprzez rytmiczne przysiady. Tutaj kluczem jest podwodne skrzydło o ogromnej rozpiętości, które potrafi wytworzyć siłę nośną przy minimalnej prędkości.
Zupełnie inne wyzwanie rzuca Surf Foil. W tym przypadku deski muszą być na tyle wyporne, by pozwolić nam na leżenie i wiosłowanie rękami, dokładnie tak, jak robią to klasyczni surferzy. Jednak w momencie złapania fali, zamiast ślizgać się po jej powierzchni, „odklejamy się” i lecimy nad nią. To pozwala na ujeżdżanie fal, które dla tradycyjnego surfingu są zbyt słabe lub chaotyczne. Surf-foilerzy potrafią po skończeniu jednej fali zawrócić i na samej sile pompowania nóg dopłynąć do kolejnej, co tworzy niemal nieskończoną pętlę zabawy.
Osobną, fascynującą kategorią jest Downwind Foiling, który można nazwać maratonem na otwartym morzu. Gdy spojrzymy na deski do downwindu, zobaczymy coś, co przypomina raczej wąską igłę lub kajak niż typowy sprzęt surfingowy. Ta długość i smukłość nie są przypadkowe – pozwalają one desce rozpędzić się na wodzie od samego „popychu” oceanicznego rozkołysu (tzw. swellu), aż do momentu, w którym foil zacznie pracować. To sport dla prawdziwych czytelników wody, którzy potrafią płynąć kilometrami, przeskakując z jednego garbu wody na drugi, nie korzystając z żadnego zewnętrznego żagla.
Na przeciwległym biegunie znajduje się E-foiling, czyli lewitacja dla każdego, kto ceni technologię i wygodę. Deski te, będące w rzeczywistości naszpikowanymi elektroniką robotami, są największe i najcięższe w całej rodzinie, ponieważ muszą pomieścić potężną baterię litowo-jonową. Tutaj nie musimy walczyć z wiatrem ani uczyć się techniki pompowania – silnik elektryczny zamontowany na maszcie wykonuje całą pracę za nas. To idealne narzędzie do rekreacji, które pokazuje, jak elastyczna jest technologia hydroskrzydeł: od czysto mechanicznego wysiłku w pumpingu, po bezwysiłkowy lot na baterii.
Wingfoil, mimo pozornej łagodności, niesie ze sobą ryzyka.
Choć winga można rozłożyć niemal wszędzie, to połączenie specyficznych warunków geograficznych Jastarni z infrastrukturą szkoły Surfpoint tworzy unikalny ekosystem, który drastycznie skraca czas nauki i zwiększa bezpieczeństwo kursanta.
Jastarnia, położona w samym sercu Półwyspu Helskiego, od lat uchodzi za mekkę sportów wodnych, ale w przypadku wingfoila jej atuty stają się jeszcze wyraźniejsze. Kluczem jest tu specyfika Zatoki Puckiej, która oferuje płytką i płaską wodę na ogromnym obszarze. Dla początkującego wingfoilera to warunki idealne – brak dużego zafalowania (tzw. czopu) sprawia, że deska nie chybocze się na boki podczas wchodzenia na nią z kolan, a opanowanie balansu na foilu staje się znacznie bardziej przewidywalne.
Co więcej, płytka woda daje ogromny komfort psychiczny. Możliwość swobodnego stanięcia na dnie w niemal każdym momencie lekcji pozwala na szybką korektę sprzętu, odpoczynek czy rozmowę z instruktorem bez konieczności ciągłej walki o utrzymanie się na powierzchni. Bezpieczeństwo potęguje fakt, że przy najpopularniejszych kierunkach wiatru, ewentualny dryf zawsze kończy się na brzegu lub na rozległej mieliźnie, co eliminuje lęk przed wypłynięciem na „otwartą wodę”.
Sama lokalizacja to jednak tylko połowa sukcesu, drugą jest podejście dydaktyczne, które w Surfpoint zostało w pełni dostosowane do specyfiki „latania”. Szkoła stawia na nowoczesne technologie, które w tej dyscyplinie zmieniają zasady gry. Jednym z najważniejszych elementów jest wykorzystanie łączności radiowej (systemy typu BbTalkin). Wingfoiling to sport „odległościowy”, kursant szybko oddala się od instruktora. Podstawą jest więc stosowanie krótkofalówek.
Szkoła kładzie również ogromny nacisk na jakość sprzętu, co w przypadku wingfoila ma krytyczne znaczenie. Korzystając z najnowszych kolekcji topowych marek (takich jak Duotone czy Fanatic), Surfpoint zapewnia kursantom dostęp do lekkich i stabilnych konstrukcji, które „wstają z wody” niemal same. Warto też zwrócić uwagę na wsparcie motorowodne – obecność asekuracji z łodzi pozwala na prowadzenie zajęć nawet dalej od brzegu, tam gdzie wiatr jest najrówniejszy, gwarantując jednocześnie, że uczeń zawsze wróci bezpiecznie do bazy, niezależnie od swoich umiejętności halsowania pod wiatr.
Surfpoint to nie tylko szkoła, ale przemyślany „spot”, który ułatwia życie surferom. Prywatna, trawiasta przestrzeń do taklowania (pompowania) skrzydeł bezpośrednio przy wodzie sprawia, że przygotowanie do sesji jest szybkie i czyste – piasek nie dostaje się do zaworów i nie niszczy poszycia winga. Po zejściu z wody kursanci mogą skorzystać z pełnego zaplecza socjalnego, co w kapryśnym polskim klimacie jest nieocenionym atutem.
Połączenie naturalnych warunków Jastarni – bezpiecznej, płytkiej zatoki – z profesjonalnym zapleczem Surfpoint sprawia, że proces nauki wingfoila przestaje być serią przypadkowych prób, a staje się zaplanowaną, efektywną drogą do pierwszego stabilnego lotu. Dla każdego, kto chce uniknąć frustracji i szybko poczuć magię lewitacji, jest to bez wątpienia jeden z najlepszych adresów na mapie Europy.
Wingfoil znajduje się w fazie, którą można porównać do rozwoju kolarstwa górskiego w latach 90. Sprzęt zmienia się z sezonu na sezon. Obecne trendy wskazują na:
Podsumowując, wingfoil to dyscyplina, która zdemokratyzowała latanie nad wodą. Obniżyła próg wejścia do świata foilingu, oferując jednocześnie niespotykane wcześniej poczucie wolności. Niezależnie od tego, czy celem jest relaksujący „cruising” przy zachodzie słońca, czy ekstremalne skoki, wingfoil oferuje szerokie spektrum możliwości, redefiniując pojęcie sportu wiatrowego w XXI wieku.