Surfing w każdej swojej odmianie to sport, w którym logistyka gra pierwsze skrzypce jeszcze zanim postawisz stopę na desce. Możesz mieć idealnie dobraną deskę, nową piankę, napompowanego kite’a i świeżo nawoskowany deck. Ale jeśli nie potrafisz tego wszystkiego bezpiecznie dowieźć na spot, reszta nie ma znaczenia.
Ten przewodnik obejmuje transport sprzętu do surfingu klasycznego, kitesurfingu, wingfoilu, SUP-a i pokrewnych dyscyplin. Znajdziesz tu konkretne porady dotyczące mocowania desek na dachu, pakowania latawców i skrzydeł, organizacji sprzętu w samochodzie, podróży lotniczych i przepisów drogowych, które musisz znać.
Zanim wybierzesz metodę transportu, warto uświadomić sobie, jak dużo sprzętu tak naprawdę zabierasz. Lista potrafi zaskoczyć, szczególnie jeśli uprawiasz więcej niż jedną dyscyplinę.
Deska (od 170 cm shortboard do ponad 300 cm longboard), pokrowiec, finy (jeśli zdejmowane), leash, wosk, pianka neoprenowa, buty i rękawice neoprenowe (w chłodniejszych warunkach), kaptur, ręcznik lub zmieniak (poncho), klucz do finów, zestaw naprawczy (żywica solarna, taśma).
Tu lista robi się poważna. Latawiec (kite), najczęściej dwa lub trzy w różnych rozmiarach na zmienne warunki wiatrowe, bar z linkami, pompka do latawca, trapez (harness), deska kitesurfingowa (twin-tip lub directional), leash do kite’a, pianka, buty neoprenowe. Kiter podróżujący na spot zabiera ze sobą naprawdę sporo sprzętu, a sam latawiec po złożeniu zajmuje tyle co średniej wielkości torba podróżna. Pomnóż to przez dwa lub trzy kite’y i zaczyna brakować miejsca nawet w sporym bagażniku.
Skrzydło (wing), zazwyczaj w dwóch rozmiarach, deska do wingfoilu (krótsza i grubsza niż klasyczna deska surfingowa, typowo 80 do 140 cm), hydrofoil (maszt aluminiowy lub karbonowy o długości 60 do 90 cm, przednie skrzydło, tylny stabilizator, fuselage, czyli korpus łączący elementy), leash do winga, leash do deski, pompka (jeśli wing jest nadmuchiwany, a większość jest), trapez, pianka. Hydrofoil to element wymagający szczególnej uwagi przy transporcie. Przednie skrzydło foila bywa ostre na krawędziach i delikatne zarazem (karbonowe skrzydła kosztują fortunę i źle znoszą uderzenia).
Twarda deska SUP (280 do 380 cm długości i 75 do 85 cm szerokości) albo SUP nadmuchiwany (po złożeniu mieści się w plecaku), wiosło (jedno lub dwuczęściowe), leash, pianka (opcjonalnie), finy. W przypadku SUP foilingu dochodzi jeszcze hydrofoil ze wszystkimi jego elementami.
Bodyboard (100 do 115 cm) to najprostszy przypadek transportowy. Zmieści się praktycznie wszędzie. Skimboard jest niewiele większy. Oba wymagają głównie ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi, a nie specjalnych rozwiązań logistycznych.
Dla surfera, który regularnie wozi sprzęt na spot, belki poprzeczne zamontowane na dachu samochodu to fundament systemu transportowego. Na belkach montuje się miękkie, gumowane podkładki (uchwyty surfingowe) zaprojektowane tak, żeby deska leżała stabilnie i nie ulegała uszkodzeniu.
Producenci tacy jak Thule, Yakima, Rhino-Rack i Inno oferują kompletne zestawy dopasowane do konkretnych modeli aut. Belki muszą pasować do samochodu (mocowanie do relingów, punktów fabrycznych lub specjalnych łapek opartych na ramce drzwi), a uchwyty surfingowe do belek.
Na belkach z uchwytami można jednocześnie przewozić kilka desek ułożonych jedna na drugiej z miękkimi przekładkami między nimi. Trzy shortboardy albo dwa funboardy to standard, który nie stanowi problemu dla dobrego zestawu. Przy większej liczbie desek rośnie jednak wysokość stosu i zwiększa się podatność na boczny wiatr.
Miękkie poduszki piankowe kładzione bezpośrednio na dach i mocowane pasami przechodzącymi przez wnętrze kabiny. To rozwiązanie, po które sięga ogromna część surferów jeżdżących na spot lokalnie. Kosztują od 80 do 250 złotych, montują się w dwie minuty i pasują do praktycznie każdego samochodu.
Soft racki mają wyraźne ograniczenia. Producenci zalecają nieprzekraczanie 100 do 120 km/h. Przy większych prędkościach deska „łapie” wiatr, a mocowanie traci stabilność. Na lokalne dojazdy do spotu są znakomite. Na czterogodzinną trasę autostradową lepiej wybrać sztywne belki.
Systemy oparte na przyssawkach (najpopularniejsza marka to SeaSucker) montuje się bezpośrednio na gładkim dachu samochodu. Przyssawki trzymają mocno (producent deklaruje siłę utrzymania rzędu kilkudziesięciu kilogramów na przyssawkę), ale wymagają czystej, suchej powierzchni. Na zakurzonym lub mokrym dachu mogą nie trzymać prawidłowo. Cena jest też wyraźnie wyższa niż w przypadku soft racków.
Prawidłowe mocowanie to kwestia bezpieczeństwa, nie estetyki. Deska, która oderwie się od dachu przy prędkości 90 km/h, staje się pociskiem zagrażającym życiu.
Ułóż deskę spodem do góry, z finami skierowanymi ku niebu. Nos deski powinien być skierowany do przodu samochodu, co minimalizuje opór powietrza. Przeprowadź pasy przez uchwyty lub wokół belek, a następnie nad deską. Zaciśnij klamry z wyczuciem. Zbyt mocno napięty pas wgniecie miękką piankę deski. Deska ma być unieruchomiona, ale nie zgnieciona.
Jeśli przewozisz longboard lub SUP wystający poza obrys dachu, zabezpiecz dodatkowo nos i ogon pasami mocowanymi do zderzaków lub punktów holowniczych samochodu.
Najczęstsze błędy: mocowanie deski finami w dół (zarysowanie dachu i niestabilne ułożenie), użycie tylko jednego pasa (minimum to dwa), brak kontroli mocowania po dłuższym odcinku jazdy (pasy luzują się od wibracji i zmian temperatury), przeprowadzanie pasa tak, że ociera się o krawędź deski (przetarcia warstwy szklanej).
Shortboard o długości do 190 cm zmieści się w większości kombi i SUV-ów po złożeniu tylnych siedzeń. Deska ułożona po przekątnej wnętrza, z finami owiniętymi ręcznikiem i podłożonym pod spód kocem, jest bezpieczna zarówno ona sama, jak i tapicerka samochodu.
Przy dłuższych deskach, które nie mieszczą się w całości, możliwy jest transport z uchyloną klapą bagażnika. Deska wystaje z tyłu i wymaga oznaczenia (czerwona flaga w dzień, światło odblaskowe po zmroku) oraz solidnego zamocowania pasami do wnętrza bagażnika.
Wewnętrzny transport eliminuje ryzyko kradzieży na parkingu i chroni deskę przed warunkami atmosferycznymi. Minusem jest zajęcie znacznej części przestrzeni ładunkowej, co przy większej ilości sprzętu (pianka, kite, wing) może zmusić do kreatywnego pakowania.
Kitesurfing to dyscyplina o największej objętości sprzętu w przeliczeniu na jednego sportowca. Dwa lub trzy kite’y w różnych rozmiarach, bar, pompka, trapez, deska, pianka plus akcesoria to ładunek, który potrafi wypełnić cały bagażnik średniego kombi.
Złożony latawiec po wypuszczeniu powietrza ma kształt podłużnego wałka. Kite o powierzchni 9 metrów kwadratowych po złożeniu zajmuje mniej więcej tyle co duży śpiwór. Problem w tym, że kitesurfer rzadko zabiera jeden latawiec. Typowy quiver to dwa lub trzy kite’y (na przykład 7, 10 i 13 metrów kwadratowych na różne siły wiatru), a każdy z nich po złożeniu waży od 3 do 5 kilogramów i zajmuje sporo miejsca.
Kite’y transportuj w dedykowanych torbach producenta. Większość marek dołącza torbę do każdego nowego latawca. Nie składaj kite’a na siłę w zbyt małą torbę, bo zagięcia bladdera (komory powietrznej) mogą prowadzić do trwałych uszkodzeń i nieszczelności.
Unikaj przechowywania kite’ów w rozgrzanym bagażniku przez dłuższy czas. Wysokie temperatury uszkadzają kleje i materiał bladdera. Jeśli parkujesz w pełnym słońcu, lepiej zabrać torby z kite’ami ze sobą niż zostawiać je w nagrzanym samochodzie.
Bar z linkami złóż starannie i zamocuj gumkami lub rzepami, żeby linki się nie poplątały. Plątanina czterech linek o długości 22 do 27 metrów każda to koszmar, który potrafi zepsuć początek sesji. Wielu kiterów owija linki w ósemkę wokół bara, inni zwijają je osobno. Niezależnie od metody, kluczowa jest konsekwencja i porządek.
Pompka do latawca jest niezbędna na spocie i zajmuje tyle co mały plecak. Można ją wsadzić między torby z kite’ami. Nie przewoź pompki z podłączonym wężykiem, bo złącze może się poluzować lub uszkodzić.
Standardowy twin-tip ma około 130 do 145 cm długości i 40 cm szerokości. To kompaktowy przedmiot, który mieści się wewnątrz niemal każdego samochodu. Wielu kiterów wkłada deskę do osobnego pokrowca ze względu na pady (footpady) i finy, które mogą zarysować inne elementy sprzętu lub tapicerkę.
Deski directional do kitesurfingu bywają dłuższe (do 180 cm) i wymagają nieco więcej planowania, ale nadal mieszczą się w kombi bez większych trudności.
Wingfoil eksplodował popularnością w ostatnich latach i przyniósł ze sobą nowe wyzwania transportowe. Sprzęt do wingfoilu składa się z elementów, które wymagają zupełnie innego podejścia niż klasyczna deska surfingowa.
Współczesne skrzydła do wingfoilu to konstrukcje nadmuchiwane, które po wypuszczeniu powietrza zwijają się do kompaktowego wałka. Wing o powierzchni 5 metrów kwadratowych po złożeniu ma rozmiar porównywalny ze złożonym latawcem kitesurfingowym. Większość producentów dołącza dedykowaną torbę.
Najważniejsza zasada: nie składaj skrzydła z resztkami powietrza w środku. Napięte komory tworzą zagięcia, które z czasem mogą uszkodzić materiał. Wypuść powietrze do końca, złóż równo i schowaj do torby.
Jeśli zabierasz dwa skrzydła (typowo mniejszy na silniejszy wiatr i większy na lżejszy), torby z wingami ułóż w bagażniku na wierzchu, żeby cięższe elementy nie zgniatały delikatnej tkaniny.
Hydrofoil to element wymagający największej uwagi przy transporcie. Przednie skrzydło (front wing) bywa ostre na krawędziach natarcia i jednocześnie delikatne. Karbonowe skrzydła kosztują od kilkuset do kilku tysięcy euro, a wgniecenie krawędzi natarcia dramatycznie pogarsza osiągi.
Przed transportem zdejmij foila z deski. Większość surferów rozkłada foila na poszczególne elementy: oddzielnie maszt, oddzielnie fuselage ze skrzydłami lub kompletnie rozłożony na maszt, fuselage, przednie skrzydło i stabilizator. Stopień rozkładania zależy od długości trasy. Na lokalne dojazdy wystarczy zdjąć foila z deski i włożyć do torby w całości. Na dłuższe podróże i loty samolotem lepiej rozłożyć na części.
Dedykowane torby na foile mają wewnętrzne przegrody i wyściółkę chroniącą każdy element osobno. Jeśli nie masz takiej torby, owiń skrzydła w ręczniki lub folię bąbelkową i oddziel od siebie. Aluminiowe maszty są stosunkowo odporne, ale karbonowe maszty i skrzydła wymagają szacunku.
Przy transporcie na dachu samochodu foil można zamontować razem z deską (foil przykręcony do deski, deska na bagażniku dachowym). Pamiętaj wtedy, że maszt foila sterczy w dół lub na bok i znacząco zmienia profil ładunku. Lepszym rozwiązaniem jest transport foila wewnątrz samochodu, a samej deski na dachu.
Deski do wingfoilu są krótkie (80 do 140 cm), ale grube (10 do 15 cm) i relatywnie szerokie. Ich kompaktowy rozmiar ułatwia transport wewnątrz samochodu. Na dachu mocuje się je tak samo jak klasyczne deski surfingowe, z tą różnicą, że należy pamiętać o otworach na foila (nie kładź deski otworem mocowania foila bezpośrednio na twardą belkę, bo możesz uszkodzić insert).
Twarda deska SUP to jeden z najbardziej kłopotliwych gabarytowo elementów sprzętu wodnego. Długość od 280 do nawet 380 cm i szerokość 75 do 85 cm sprawiają, że na dachu małego samochodu SUP zajmuje praktycznie całą dostępną powierzchnię i wyraźnie wystaje poza obrys.
Do transportu twardego SUP-a na dachu potrzebne są solidne belki poprzeczne i szerokie podkładki. Dwa pasy mocujące to absolutne minimum. SUP jest lekki w stosunku do swoich rozmiarów (10 do 15 kilogramów), co oznacza, że jest podatny na podmuchy wiatru. Przy bocznym wietrze deska potrafi ciągnąć samochód na bok, co wymaga ostrożności i dostosowania prędkości.
Tu problem transportowy praktycznie nie istnieje. Po spuszczeniu powietrza deska mieści się w plecaku o wymiarach zbliżonych do dużej walizki podróżnej. Plecak wchodzi do bagażnika każdego samochodu. Nadmuchiwane SUP-y są też znacznie łatwiejsze w transporcie lotniczym.
Jedyny minus: nadmuchiwany SUP wymaga pompowania na spocie (10 do 15 minut ręczną pompką lub minuta pompką elektryczną), podczas gdy twardy SUP jest gotowy od razu po zdjęciu z dachu.
Pokrowiec dzienny (day bag) to cienka warstwa pianki (3 do 5 mm) chroniąca przed drobnymi uderzeniami i słońcem. Minimum dla każdego surfera, nawet przy lokalnych dojazdach.
Pokrowiec podróżny (travel bag) ma grubszą piankę (8 do 10 mm) ze wzmocnieniami i mieści jedną do trzech desek. Obowiązkowy na dłuższe wyprawy samochodem i loty.
Coffin bag (trumna) to sztywna torba na trzy do pięciu desek, przeznaczona głównie na podróże lotnicze z pełnym quiverem.
Większość producentów kite’ów (Duotone, Core, Cabrinha, North, Ozone) oferuje torby podróżne zaprojektowane tak, żeby zmieścić cały zestaw: dwa do trzech latawców, bar, pompkę i deskę. Torba kite’owa ma typowo 140 do 160 cm długości i kółka ułatwiające transport na lotnisku. Przy pakowaniu samochodem taka torba mieści się w bagażniku kombi ułożona wzdłuż.
Rynek toreb na sprzęt wingfoilowy rozwija się dynamicznie. Producenci tacy jak Ozone, Duotone, F-One czy Armstrong oferują dedykowane torby na skrzydła (wing bags), torby na foile z przegrodami na maszt i skrzydła, a także torby combo mieszczące cały zestaw. Przy wyborze torby na foila zwróć uwagę na wyściółkę wokół przedniego skrzydła. To najdroższy i najdelikatniejszy element zestawu.
Deska czy kite to największe elementy, ale surfer zabiera ze sobą mnóstwo drobniejszych rzeczy, które potrafią zamienić bagażnik w chaos.
Po sesji pianka, buty, rękawice i kaptur są przesiąknięte słoną wodą. Jeśli wrzucisz mokry sprzęt luzem do bagażnika, po kilku dniach samochód będzie cuchnął w sposób, który zniechęci do surfowania nawet najbardziej zagorzałego fana fal.
Wodoodporna torba lub plastikowe wiadro z pokrywką na mokry sprzęt to obowiązek. Wielu surferów używa 40 lub 60-litrowych pojemników z pokrywką, które po sesji służą też jako „wanienka” do opłukania pianki słodką wodą. Zmieniaki (wetsuit changing mats) z podniesionym brzegiem pełnią podwójną funkcję: na spocie stajesz na nich podczas przebierania, a potem zwijasz je w torbę na mokrą piankę.
Wosk, leash, klucze do finów, zapasowe finy, zestaw naprawczy, taśma, żywica solarna, krem z filtrem, chusta wielofunkcyjna, ponton do pompowania (kiterzy), klucze do foila (wingfoilerzy) to lista, która łatwo się rozrasta. Torba organizerowa albo nawet plastikowy kontener z przegródkami porządkują ten chaos.
Zasada na wagę złota: po każdej sesji opróżnij torbę organizerową, sprawdź stan sprzętu i uzupełnij to, co zużyłeś. Brak wosku albo brak klucza do finów odkryty dopiero na parkingu przy spocie to frustracja, której łatwo uniknąć.
Volkswagen Transporter, Mercedes Vito, Ford Transit Custom, Renault Trafic, Toyota Proace, Citroën SpaceTourer. Każdy z tych vanów mieści wewnątrz longboard, kilka kite’ów, foila, dwa wingi i kompletny zestaw pianek z zapasem. Przebudowany van surfera to mobilna baza: deski ułożone pod sufitem, mokra pianka wisząca na haku, kuchenka do kawy po sesji, łóżko na nocleg między sesjami.
Toyota Hilux, Ford Ranger, Mitsubishi L200 i Volkswagen Amarok z otwartą skrzynią ładunkową to idealne auta do surfowania w terenie. Deski leżą w skrzyni, na skrzyni można zamontować stelaż (bed rack), a napęd 4×4 pozwala dojechać na spotty niedostępne dla zwykłych aut osobowych.
Nie potrzebujesz vana, żeby surfować. Soft racki na dachu hatchbacka, shortboard w pokrowcu i torba ze sprzętem na tylnym siedzeniu to zestaw wystarczający dla lokalnego surfera. Kitesurfer z dwoma kite’ami i deską twin-tip zmieści się w bagażniku sporego hatchbacka czy sedana, choć będzie ciasno.
Wszystkie wymienione vany i pick-upy mieszczą się w limicie 3,5 tony dopuszczalnej masy całkowitej (DMC) i do ich prowadzenia wystarczy zwykłe prawo jazdy kategorii B. DMC to nie masa samego samochodu. To maksymalna dopuszczalna masa pojazdu razem z kierowcą, pasażerami, paliwem i całym ładunkiem. Dopóki ta wartość wpisana w dowód rejestracyjny nie przekracza 3,5 tony, nie potrzebujesz żadnych dodatkowych uprawnień.
Uwaga na większe dostawczaki. Mercedes Sprinter, Fiat Ducato czy Ford Transit w pełnowymiarowych wersjach często mają DMC powyżej 3,5 tony, co wymaga kategorii C1 lub C.
Większość linii lotniczych traktuje deskę surfingową jako bagaż niestandardowy z dodatkową opłatą. Europejskie linie niskokosztowe pobierają od 50 do 75 euro za lot w jedną stronę. Linie tradycyjne mają zbliżone stawki, choć czasem deska mieści się w limicie standardowego bagażu rejestrowanego. Limit wagi to zazwyczaj 20 do 30 kilogramów na torbę z deskami.
Pakuj deskę w solidny pokrowiec podróżny. Owiń nos i ogon folią bąbelkową. Włóż między deski piankowe przekładki. Wypełnij puste przestrzenie ubraniami. Zdejmij finy lub zabezpiecz je przed przebiciu pokrowca.
Kiterzy mają pod tym względem łatwiej niż klasyczni surferzy. Cały zestaw kitesurfingowy (dwa kite’y, bar, pompka, deska twin-tip, trapez) mieści się w jednej dużej torbie podróżnej o wadze 15 do 20 kilogramów i długości 140 do 150 cm. To mniej problematyczny bagaż niż longboard w coffin bagu.
Wiele linii lotniczych kwalifikuje sprzęt kitesurfingowy jako „sprzęt sportowy” z dedykowaną, często niższą opłatą. Warto sprawdzić regulamin konkretnego przewoźnika, bo różnice bywają znaczące.
Transport lotniczy sprzętu wingfoilowego to najbardziej skomplikowany przypadek ze wszystkich dyscyplin surfingowych. Hydrofoil z masztem i skrzydłami budzi obawy służb bezpieczeństwa (metalowe, ostre elementy), a deska do wingfoilu, choć krótka, jest gruba i zajmuje sporo miejsca w torbie.
Rozbierz foila na pojedyncze elementy i zapakuj oddzielnie. Maszt owiń w piankę lub folię bąbelkową. Przednie skrzydło zabezpiecz szczególnie starannie. Wiele lotniskowych kontroli bezpieczeństwa nie zna sprzętu foilowego, więc przygotuj się na pytania i ewentualne dodatkowe skanowanie bagażu.
Deskę surfingową, SUP-a czy rower na dachu samochodu prawo traktuje jak każdy inny ładunek zewnętrzny. Musi być zabezpieczony przed zmianą położenia: przesunięciem, przewróceniem, wypadnięciem.
Ładunek wystający z tyłu pojazdu wymaga oznaczenia. W dzień: czerwona flaga lub tkanina co najmniej 50 na 50 centymetrów. Po zmroku: czerwone światło odblaskowe. Szerokość ładunku nie może przekraczać szerokości pojazdu. Longboard czy SUP ułożony wzdłuż zazwyczaj mieści się w obrysie, ale przy układaniu desek w poprzek (na przykład dwóch SUP-ów obok siebie) łatwo przekroczyć dozwoloną szerokość.
Za niezabezpieczony lub nieoznaczony ładunek grozi mandat od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Policja może zatrzymać dowód rejestracyjny i zakazać dalszej jazdy do usunięcia nieprawidłowości. Jeśli ładunek spadnie z pojazdu i spowoduje wypadek, konsekwencje obejmują odpowiedzialność karną i cywilną.
We Francji ładunek wystający ponad metr z tyłu wymaga specjalnej tablicy odblaskowej w biało-czerwone pasy. W Hiszpanii obowiązuje homologowana tablica V-20. W Niemczech przepisy są restrykcyjne, kontrole częste, a mandaty wysokie. Przed surf tripem po europejskim wybrzeżu sprawdź lokalne przepisy w każdym kraju, przez który przejeżdżasz.
Przy załadowanym po dach vanie z pięcioma deskami, trzema kite’ami, foilem, dwoma wingami, pełnym zestawem pianek, sprzętem biwakowym i czterema pasażerami łatwo zbliżyć się do granicy DMC pojazdu. Sprawdź masę własną samochodu w dowodzie rejestracyjnym, odejmij ją od DMC i porównaj z wagą tego, co zamierzasz załadować (nie zapomnij o wadze pasażerów). Przekroczenie DMC to nie tylko mandat, ale też ryzyko odmowy wypłaty odszkodowania przez ubezpieczyciela w razie wypadku.
Transport sprzętu surfingowego to ta część surfowania, o której nie kręci się filmów i nie wrzuca stories na Instagram. A to właśnie logistyka decyduje, czy twoja deska dotrze na spot w jednym kawałku, kite będzie napompowany i gotowy na czas, a foil nie będzie miał wgniecionej krawędzi natarcia.
Dopasuj system transportu do swojej dyscypliny i skali wyjazdów. Lokalny surfer z shortboardem poradzi sobie z soft rackami i małym samochodem. Kitesurfer podróżujący po europejskich spotach potrzebuje przestronnego bagażnika albo vana. Wingfoiler musi nauczyć się pakować foila z chirurgiczną precyzją.
Niezależnie od dyscypliny, trzy zasady pozostają wspólne: zabezpiecz ładunek tak, jakby od tego zależało czyjeś życie (bo naprawdę może), chroń swój sprzęt przed uszkodzeniami mechanicznymi i temperaturą, a przed wyjazdem na drogę sprawdź pasy, oznakowanie i wagę załadowanego samochodu. Reszta to kwestia wiatru, fal i twojego poziomu stoke’u. Do zobaczenia na wodzie.
Comments are closed.